środa, 1 października 2025
Szepty - Parapluie
sobota, 13 września 2025
Poranek
wtorek, 2 września 2025
(jestem...)
taka codzienna
z włosami rozkrzyczanymi szronem
starannie wklepuję kolejne popołudnie
między kartki wkładam
nie swoje słowa
jak małe szpileczki żalu
że to nie ja
że to nie moje
poezja broni się sama
sobota, 30 sierpnia 2025
Jesień
schowaj się pod kocem
z minionego lata.
Popatrz!
Wieczór płonie za oknem,
topi porcelanę wspomnień.
Chcesz,
zaparzę herbaty
z myśli na teraz?
Będziemy patrzeć,
jak przecieka zachód,
trzymając w dłoniach
słowami gorące
szklanki.
wtorek, 26 sierpnia 2025
Jedyne, co mam
Tęsknię za czułością –
nienachalnym muśnięciem
między łazienką, a kuchnią.
Niespodziewanym objęciem –
tuż przy schodach.
Szeptem wprost do ucha
– Dobrze, że cię mam,
które echem wędruje
przez płuca
łączy się z krwią
i napędza,
– jak tlen
każdy krok pod górę.
Zamiast tego
krzyczę
– Tu jestem!
– Tu stoję!
Brzemienny kochaniem.
Utrudzony troską.
Wyblakły czekaniem…
T.
sierpień 2025
Niech ci się stanie
spokój na poddaszu
drogi jasne i proste
śmiechu pełne kieszenie
niech ci się stanie
dzień i noc otulone
miłowaniem
K.
sierpień 2025
poniedziałek, 25 sierpnia 2025
Biała koszula
po schodach turla się słońce
na poniewierkę wychodzi
ostatni dzień lata
przez telefon
mama opowiada
czerwieniejące żurawiny
bliżej mi do lasu
gdy umierają wakacje
starannie prasuję żal
przyszłego czasu z zabiegania
K.
2009
Mamy tylko kilka chwil
nim pogaszą światła.
Jedni śpieszą się
inni tylko obserwują,
a ja pomieścić się nie mogę -
nie dopinają się dni,
rok kończę z poślizgiem,
wciąż mi coś umyka,
choć kącikiem oka
dostrzegam stan rzeczy
- jego koligację ze mną.
Podobno jestem okrutny
będąc po trochu
i tu
i tam
wyrywając srokom pióra z ogona.
Najbardziej dla samego siebie,
bo świat się przecież obędzie
to ja bez niego
obejść się nie mogę.
T.
2025
piątek, 8 sierpnia 2025
Sen
zawieruszył się
zabrał miodowe włosy
spojrzenie głęboko orzechowe
wyprowadził na spacer poduszki
niedaleko
na balkon
kołysze się na rogu prześcieradła
niedokładnie strzeżonego łóżka
sen
K.
2009
Mam go.
Przysiadł u mnie
na półce z książkami.
Jedna po drugiej
pożera stronice
szeroko otwartymi oczami.
To śmieje się, to płacze
- tka ze słów ciepły koc
na zimne noce.
T.
2025
niech wraca
ja mu poezję i prozę
i to co w duszy gra
wielkookie marzenia
niepytane
lubią się droczyć
K.
2025
poniedziałek, 4 sierpnia 2025
Parasol
w czas sumowania znaczeń
rozpostarcie ramion
nie szykuje cię do lotu
obłaskawia przytulenie
którego tak brakuje
gdy burza za oknem
a twój ulubiony parasol
boczy się w kącie
K.
W pochmurne dni,
pod peleryną niewidką,
jak niewinny czarodziej
prowadzę rozmowę,
rozkładam karty,
zaglądam w fusy.
Oszukuję czas
czekając na taksówkę do jutra.
T.
2025
poniedziałek, 21 lipca 2025
10.
co w kącie przysiadł
wyśpiewam ciszę
która słów głodna
jeszcze w nas tyle zapatrzeń
w sny miękko zapadło
nic tu po nas
z kącików twoich ust
cienie ścieram
uśmiechem łagodnym
nie bój się
K.
Strach między ciszą a jutrem przycupnął
Liczydła wyciągnął, minuty odlicza.
Nie boję się czasu, co w tykaniu zastyga,
Nie boję się kątów mrokiem przesiąkniętych.
Czegóż mam się bać? Czyjego chichotu?
Niech ponad nadzieję wyrasta,
to, co mnie leczy z nieoswojeń moich
to czym nie jestem i kim jesteś
Wszystko to proste, jak szczęście.
T.
wrzesień, 2007
czwartek, 17 lipca 2025
15.
w migotanie ubrałam
drżąca słowem
zabrałeś mnie westchnieniom
w ciszę utuliłeś
jak w dłonie
tacy obco znajomi
słabniemy bez siebie
zwyczajnie boleśni
w nienazwaniu
K.
Czas stygł między nimi
bojąc się poruszyć.
Niemy,
- z tykania odarty,
błogosławi ciszą.
Oni w sobie uwięzieni,
dłońmi szukali pomostów,
ustami odnajdowali drogę,
kiedy nad słowem przejść wypadło.
Czy warto było?
Warto,
warto,
warto...
T.
a każdy z mostów pachniał dymem
drogę odwrotu odcinał
skazani na siebie
siebie zapomnieli
w tej ciszy słowem rannej
nie ma już czasu
w skuleniu ramion
pustka nieobjęta
straszy chłodem
K.
Nie ma odwrotu z drogi
prowadzącej do siebie.
Nie ma takiej pustki,
która mogłaby zaprzeczyć ramionom.
Reszta jest dymem spowijającym jutro.
T.
listopad, 2007
poniedziałek, 14 lipca 2025
***
nie przestawaj opowiadać
zamknę cię we wczoraj
nim do widzenia
będzie tylko zaklinaniem czasu
K.
Coś ci podać?
Wydajesz się taka smutna,
jakby słońce zatrzasnęło się
po drugiej stronie złego.
Opowiedzieć ci coś?
Na Twoim czole samotność
wbiła stopy w bruzdy
- gwiżdże pustce ostatnią melodię.
Przytulę Cię.
Widziałem jak przez sen drżą ci ręce.
Tak, nie odchodzę nawet nocą
pilnuję,
by strach nie rozlał się zbyt szeroko.
Popatrz,
za drzwiami płonie jesień.
Może to ostatni dzień,
kiedy można wyjść w sukience?
Na krótki spacer,
weźmiemy ze sobą dzieci.
Dla Ciebie zacznę udawać,
nie trzeba nic więcej.
T.
listopad 2011
piątek, 11 lipca 2025
***
Spod powiek sen się sypie, złote runo zamienia
w piasek.
Palce śpiące w ostatnich westchnieniach
ziarna chwytają.
Na próżno.
Pióro potyka się o kurzu drobinkę
- jest chwiejne.
Lada moment upadnie.
Papier jeszcze tylko chrzęści łakomie,
cierpliwy, wiadomo.
Czy starczy mu tej cnoty do jutra,
jeśli teraz mnie noc zmoże?
A gdyby tak poddać się, miast pleść swoje
trzy po trzy, sześć po sześć
i po czyjąś koronę niezgrabnymi dłońmi sięgnąć...
Dać wytchnienie głowie,
ona nie jest Odysem,
Itakę zna z cudzych marzeń, powieści.
Niech więc mnie noc ogarnie.
Niechaj w niej zasnę
na zawsze.
Ocalony niepamięcią na nowo się zacznę.
T.
listopad 2009
czwartek, 10 lipca 2025
Kaleka
nagle ukruszyło mi się serce
z czekania na niewiadomoco
utkałam siebie na niepogodę
ładniejszą o ten grudzień
który się rozpłakał z żalu
za czasem zgarbionym zmęczeniem
marznę licząc palce
krople dżdżu znaczą linie serca i rozumu
nagle ukruszyło ci się serce
wyszeptałeś nad ranem
tuląc poduszkę
K.
2022
środa, 9 lipca 2025
13.
kamieniem się stając
z sercem jak liść drżącym
starzeję się niepostrzeżenie
czas patrzy na mnie łakomie
niewidzialnym palcami
rysy na mnie znacząc
codziennym mijaniem
K.
Przebiegle ramiona wyciągam,
potem z trzaskiem je zamykam.
Czas w uścisk schwytany
skomli tuż przy moim uchu.
Nie puszczę!
Wołam Jakubowym głosem.
Pobłogosław!
Żądam patrząc mu w oczy.
A czas dyszy coraz głośniej,
tchu mu wkrótce zabraknie.
Puść.
Przez zaciśnięte usta syczy.
Nie puszczę, jesteś we mnie więźniem.
T.
październik, 2007
wtorek, 8 lipca 2025
Niepokój nawróceń
jest w nas niepokój nawróceń
- czas zagryzany niemówieniem
dopomina się o rozgrzeszenie
wyliczane na palcach kolejne katastrofy
uśmiechają się pobłażliwie
K.
***
bielą kartek się zaczynasz
i zaraz potem dźwięczyszszeregiem pochyłych liter
łapię cię za słowo
i rośnie we mnie
wzruszenie na więcej
2012/2025
Coś się wydarzyło…
Atrament wtłoczony pod skórę
chwyta letnie słońce,
wyławia z cienia wersy:
Człowiek wierszem jest
sam w sobie.
Nawet, kiedy zapomni
prozą obity, jak kijem.
2012/25
poniedziałek, 7 lipca 2025
Statki moich tęsknot
rozkładam talerze na stole
lekko rozkołysane opowiadają
wszystkie katastrofy
w których tak daleko im było do ludzi
wygładzam rogi strachu
wszystkich panien wierzących
w cud zamążpójścia
K.
To nie
czas na cuda
ani nie pora, by przygładzać zmarszczki.
Życie się żyje
przewracając półki,
na których porozstawiano pamiątki.
Śmieje się z każdego:
- nigdy
- nie wierzę
- na zawsze.
Coś chowa w zanadrzu,
jakieś otwarte okno,
miejsce na ławce,
nagły przeciąg
żeby przewietrzyć głowę z zaśniedziałych myśli.
Przestać być wygodnie.
Zacząć być po prostu.
T.
nieprzewidywalność zatrzaśniętych drzwi
z czasem potrafi roześmiać codzienność
dziś małą łyżeczką delektuję się nami
do syta
K.
Nie pamiętam dat
zawsze taki byłem.
Chronologia uruchamia czas,
a ja nie chcę, żeby mijał.
To, co boli,
boli,
boleć ma choćby do końca.
To, co pali,
trwa,
wybaczenia wypatrując słońca.
Nic nie będzie jednak tak, jak przedtem
nikt już nie jest tak jak wtedy.
Wszystko inne jest, gdzie indziej,
szkoda, że dopiero teraz we mnie sobą…
mam coraz mniej marzeń
linie na czole
zwalniają mnie z niemówienia
dzień dobry nastolatki
jest zegarem mego mijania
wieczorami opukuję samotność
lekko zdyszana powszednieje
i mniej boli
K.
niedziela, 6 lipca 2025
"Drobnochwila"
Moja nadzieja
czyści skrzydła
w czerwieni gasnącego słońca
szykuje sobie strój
w domu dobry anioł
miejsce mości
dobrze mieć swój kąt
albo kątów kilka
Powiada tercybiades
A ja mimo wszystko mu wierzę
K.
Miejsce z widokiem
na czas i przestrzeń,
słowa zaplątane w twoją sukienkę
- tę na co dzień i od święta
i tę od „Matko boska”.
Miejsce bez szaf, szuflad
schowka pod łóżkiem,
odrobiną cienia rzucanego przez krzesła
Gdzie nic nie trzeba
można wszystko.
T.
poniedziałek, 13 marca 2023
Szmaragdowe Anioły
wrócisz ? niedługo
nim miną nas dzieci wspomnienia i jesień
nie broń się
anioły z zamkniętymi oczami
nie tracą szmaragdowej poświaty
nawet gdy śpią
pomiędzy mną a nikąd
jest kraina do której zawsze możesz wrócić
K.
myślałem, że pogubiłem klucze
- życie podziurawione winą, jak durszlak
gubiło nie takie rzeczy,
wciąż, jednak mam przy sobie tamto zdanie
igłą wtłoczone pod skórę
żeby pamiętać:
„człowiek wierszem jest
sam w sobie…”
T.
Grudnień 2022/marzec 2023
Szepty - Parapluie
Zamknięty w pawlaczu daleki jestem zimie. Kurz kołysze me skrzydło nietoperza - stygnę. Nie tak dawno w pogoni za tęczą łzy chwytałem garś...
Z zaczytania
-
Moja nadzieja czyści skrzydła w czerwieni gasnącego słońca szykuje sobie strój w domu dobry anioł miejsce mości dobrze mieć swój k...
-
Coraz spokojniej cię mam, gdy się oddalasz. Już nie rozdrapuję ciemności - po drugiej stronie nieba białe żagle obiecują swobodę od siebie. ...
-
Okruchy marzeń, drobinki snu, wierne przeszłości - atramentowe plamy, wczepione w palce jak rzep. Nie oszukują logiki zdarzeń, po prostu maj...


