Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2010

Huśtawka

Winny zaniechania błądzę między wisielcami. Moja twarz zerka ze sznura cudzymi oczami. Drepcze za mną Anioł Stróż opuszczoną głową wygłasza kazanie. Winny niewypowiedzianych słów przyjmuję piętno świętego spokoju. Poszczerbione ciszą głosy namaszczają czoło, dłonie. Potem słyszę zgrzyt. Anioł Stróż przystaje. Nawet nie wiem, kiedy przestąpiłem próg? Lasciate ogni speranza, voi ch’entrate. T. nadziejo głupia ty co spać pozwalasz w lepszym świecie huśtaj mnie na sznurach wyobraźni a potem pozwól łagodnie spłynąć w dół szybciej od łez zagryzanych niemówieniem K. styczeń 2010

(Piszę do Pani...)

Piszę do Pani, bo świat się kończy i dzień następny jest jak dzień ostatni. Piszę do Pani, schwytany w ciszę niedomówień nie wiedząc, czy to pisanie jest dla Pani ważne. Piszę do Pani, chociaż mówią, że czas ucieka, a ja go trwonię na ławce w poczekalni życia. Piszę do Pani upychając w pustce słowa, chcąc bezbarwnie zabiegane dni wypełnić Panią. Piszę do Pani, nie wiedząc, czy przyśniło mi się jutro, czy tylko wczoraj echem odbija się od dzisiaj? T. tyle w nas miejsca proszę pana na dwoje diablo za wiele pustka rozdzielonych kątów krzyczy echem słowa wybrzmiewają w nas patrze na pana i coraz mniej zaklęć tonie w mych rymach i rytmach smutnieją jutra nie nam ofiarowane K. piszę do pana, bo świata mało w przestrzeni która nie istnieje lecz słowa chłonie nienagannym dreszczem piszę do pana choć pan nie czyta usta zaciska coraz mocniej a ja próbują za każdym razem ożywić spojrzeniem martwe miejsca piszę do pana bo nawet nie wiem jak panu tam pod pana niebem i skąd te krople na moim oknie c...

(stygnę w zachwycie...)

stygnę w zachwycie kamieniem się stając z sercem jak liść drżącym starzeję się niepostrzeżenie czas patrzy na mnie łakomie niewidzialnym palcami rysy na mnie znacząc codziennym mijaniem K. Przebiegle wyciągam ramiona , potem z trzaskiem je zamykam. Czas w uścisku morderczym jęczy wprost do ucha. Nie puszczę! - wołam Jakubowym głosem. Pobłogosław! - żądam patrząc mu w oczy. Czas dyszy coraz głośniej, tchu mu zabraknie wkrótce. Puść - przez zaciśnięte usta szepcze. Nie puszczę, jesteś we mnie więźniem. T. październik, 2007

(Noc nie umiera z nastaniem świtu...)

Noc nie umiera z nastaniem świtu zasypia tylko, kiedy się budzę. Czas strząsając ostatnie krople snu z ociąganiem wraca do zegara. Słońce, niczemu się nie dziwiąc wyrusza zenitowi na spotkanie. Dzień się dzieje. Lato jesienią pod parapet zagląda chłodem pustosząc jaskółcze gniazda. Ciebie kolano kaprysami dręczy, we mnie anioły pompują nadzieję. Pod klifem przechadza się przyszłość, za rogiem sklep się nowy otwiera. Życie się żyje we mnie. T. w zakamarkach pamięci porozsiadały się uśmiechy cudom obiecują stawanie się lekka zadyszka z życia zwalnia z pośpiechu jesteś to wystarczy K. kwiecień 2008

Wieża

Coraz spokojniej cię mam, gdy się oddalasz. Już nie rozdrapuję ciemności - po drugiej stronie nieba białe żagle obiecują swobodę od siebie. Gdybyś wiedział, że zacieram ślady, zawołałbyś? Mówimy innymi językami. Choć tak ładnie nam w wierszach. K. Patrzę na świat przez szkła - już nie pamiętam jakiego koloru. Nie zaglądam do lustra - nawet kiedy się golę. Zakładam skórzaną kurtkę zanim wejdę między słowa. Kołyszę miliony niepotrzebnych zdań byś pomyślała: Daleko. Cisza zdradziła: czujesz się w niej bezpiecznie. Powiem ci jeszcze, nie ku przestrodze: Nie ufaj sobie, kiedy myślisz o mnie. T. czerwiec 2010

Lekcje z latania

Chce mi się latać. Chcę - będąc wysoko nabrać do płuc powietrza pachnącego Tobą. To nic, że historia skrzydeł spisana woskiem schłodzi ją wiatr, słońce wyprostuje przestraszone lotki. T. Możemy się nie spotkać uwodziciel los starannie myli ślady i zaciera westchnienia W podróżach do niekoniecznie jeździmy innym trasami Śmieją się perony dziećmi umorusanymi słońcem Pani w lekkiej sukience ciągnie miłość na kółkach walizka ciasno spakowana podskakuje na szynach radośnie Do jutra kochanie Nie budź się zbyt wcześnie. K. maj, czerwiec 2010

Skrzydła

Bezimienny anioł przysiadł na mym parapecie, skrzydeł swych użyczając na chwilę. Ciężko mi w was. K. Czyje to skrzydła tak ku ziemi ciążą? Czyja samotność zniewala słowami? Ułudą jest wolność odmierzana chwilą. Kłamstwem samotne słowo w próżni. Prawdą są łzy, co wyszły na wieczorny spacer, uśmiech w lustrzanym warg rozchyleniu. Ja, Ty i krzesła nasłuchujące naszych kroków. Już zaprószyły pierwsze słowa między nami. T. kwiecień, 2008

Klucz

Przeczuwam, że wracam do siebie, chociaż znam się tylko z cudzego zatroskania, z lustra ociekającego porankiem wzroku gapiów gardzących podróżą. Powracam z zakochania bledszy o kilka świtów, starszy o cztery tysiące kilometrów, bogatszy o słowa, których nie spotyka się - na co dzień i niespotykaną ilość siwych włosów. T. Podróż w czasie zamknięta w przestrzeni rozpostartych ramion obejmujących pustkę. Na przystaniach pamięci nikt nie wygląda znajomej postaci, tylko klucze na niebie wróżą nadzieję na powroty - srebrniki naiwności prowadzą tak samo. K. kwiecień 2010

Tu i teraz

Takim cię słuchać, podglądać niewiarę, segregować chwile, w których zgubione marzenia nabierają kształtu, kłam zadawać każdemu "nie". Takim cię mieć łagodnie uśmiechniętym z dłońmi rozgrzanymi o kubek malinowej herbaty, gdy jesień i klucze żurawi znad wyspy biorą we władanie niebo. Z tobą na leśne polany licho wyprowadzić i słuchać jak latawcami śmieje się powietrze. A potem, gdy zima brzozowe pieńki rozszczepia na tysiące iskier, w tym samym kierunku patrzeć jak buzuje zwyczajne tu i teraz. Takim cię mieć mogłabym. Gdybyś istniał. K. Niefortunny kleks - dwóch słów zamknął przyszłości drzwi przed nosem. Niespełnieniem przeklęta klatka, w której nie zapada cisza. T. Znajdzie drogę do innych ten, kto w sobie szuka i stare zrzuciwszy buty nie boi się boso spacerować K. maj,czerwiec 2010

Strachy

Zabierz mnie stąd, zabierz daleko do krain gdzie nie mieszkają lustra. Ukryj mnie, ukryj głęboko przed spojrzeniami, których znieść nie mogę. Ukołysz mnie, ukołysz aż do spokoju, bym nie obawiał się usłyszeć więcej. A potem, kiedy zamilkną wiersze obiecaj, że zapomnisz, by życie było lżejsze. T. Czary – mary Spojrzała przez palce odejmując wagi smutkowi mała dziewczynka rozchlapywała kałuże Chodź! Złapał ją za rękę końce jej palców zadziwiająco ciepłe poprowadziły go bezpiecznie w jutro Widzisz? /nadzieja uśmiechała się nadal/ Nie będę milczeć! /ze złością tupnęła nogą/ ……………………………............ Chora na niebo wpatrzona w błękit łzom koloru dodaje Chora na ptaki spojrzeniem lekkim skrzydła ich porusza Chora na dzieci głaszcze je uśmiechami Chora na życie leczona na siłę przeklina lekarzy wierszami Przeklnij mnie ! /uśmiechnęła się zalotnie/ Jestem obok. Słuchaj! K. Czasami boję się do łez uwięziony w kącie złych wiadomości. Czasami żyć się chce, aż oddech odbiera i chce się biec do świtu...

4.

Rozpadał mi się wieczór wspomnieniami, rozmemłał, westchnieniami nie wyblakłymi, głową skrywaną w ciepłym mroku koca. Nabrzmiał i napęczniał samotnością. Roztkliwiam się nad sobą? W schematy próżnym słowem wchodzę? A może dzień powszedni niedzielnym rymem szpecę? Nie wiem, bo rozpadał mi się wieczór. Chociaż niebo gwiezdnie czyste kroplami nasączy mnie jak gąbkę za parawanem słów znów zgasnę, zasnę. T. zazdrosny księżyc ciężko spadnie na poduszkę chłodnymi palcami sny zagarniając mam cię wyszepcze nim w świcie utoniesz każdy twój lot moim się stanie zazdrosny księżyc handlarz snów bezimiennych patrzy na ciebie łakomie K. luty, 2008

Niewiara na cztery ręce

Gdy tak mocno bronisz się przede mną, przestaję wierzyć, że kiedyś się zdarzymy. K. Wyciągam przed siebie słowa - protezy dłoni. Kuszę światłoczułymi skrawkami. A ty, stojąc nieopodal, udajesz, że jesteś. Łączą nas niewypowiedziane zdania i chociaż powtarzam: - Wszystko jest możliwe, jednego nie spodziewam się usłyszeć: - Będę. T. Nim ptaki przylecą i odlecą nim wielokropki zaczną żyć w swoich gniazdach nim każde moje nie mogę twoim się stanie majem będę oddechem lecz mnie nie poganiaj, kiedy dopiero się staję. K. Czas zagląda w oczy przechodniom zapisując w twarzach epickie historie. Krzyżują się linie, umierają wersy, scenarzysta ciska kartkami nowych odcinków. Życie tupie nogą, brak mu cierpliwości. Nie jest moją winą, że nie wiem kiedy się skończy. T. A co, jeśli się nie skończy? Jeśli iść tak będziemy równoległymi światami, nigdy się nie spotkawszy? K. Nic między nami się rozsiądzie. Nic rozkapryszone literami. Obracać będzie w palcach srebrny pieniądz powtarzać do poduszki: - Gdy...