środa, 9 lipca 2025

13.

stygnę w zachwycie
kamieniem się stając
z sercem jak liść drżącym
starzeję się niepostrzeżenie

czas patrzy na mnie łakomie
niewidzialnym palcami
rysy na mnie znacząc
codziennym mijaniem
K.


Przebiegle ramiona wyciągam,
potem z trzaskiem je zamykam.
Czas w uścisk schwytany
skomli tuż przy moim uchu.

Nie puszczę!
Wołam Jakubowym głosem.
Pobłogosław!
Żądam patrząc mu w oczy.

A czas dyszy coraz głośniej,
tchu mu wkrótce zabraknie.
Puść.
Przez zaciśnięte usta syczy.
Nie puszczę, jesteś we mnie więźniem.
T.

październik, 2007

wtorek, 8 lipca 2025

Niepokój nawróceń

jest w nas niepokój nawróceń

- czas zagryzany niemówieniem

dopomina się o rozgrzeszenie

wyliczane na palcach kolejne katastrofy

uśmiechają się pobłażliwie

K.


***

bielą kartek się zaczynasz

i zaraz potem dźwięczysz
szeregiem pochyłych liter
łapię cię za słowo
i rośnie we mnie

wzruszenie na więcej

K. 
2012/2025

Coś się wydarzyło…
Atrament wtłoczony pod skórę
chwyta letnie słońce,
wyławia z cienia wersy:
Człowiek wierszem jest
sam w sobie.
Nawet, kiedy zapomni
prozą obity, jak kijem.

T.
2012/25

poniedziałek, 7 lipca 2025

Statki moich tęsknot

rozkładam talerze na stole

lekko rozkołysane opowiadają

wszystkie katastrofy

w których tak daleko im było do ludzi

wygładzam rogi strachu

wszystkich panien wierzących

w cud zamążpójścia

K.




To nie czas na cuda

ani nie pora, by przygładzać zmarszczki.

Życie się żyje

przewracając półki,

na których porozstawiano pamiątki.

Śmieje się z każdego:
- nigdy
- nie wierzę
- na zawsze.

Coś chowa w zanadrzu,

jakieś otwarte okno,

miejsce na ławce,

nagły przeciąg

żeby przewietrzyć głowę z zaśniedziałych myśli.

Przestać być wygodnie.

Zacząć być po prostu. 

T.


nieprzewidywalność zatrzaśniętych drzwi

z czasem potrafi roześmiać codzienność

dziś małą łyżeczką delektuję się nami

do syta

K.


 




Nie pamiętam dat


Zawsze tak się się działo,
zawsze taki byłem.
Chronologia uruchamia czas,
a ja nie chcę, żeby mijał.
To, co boli,
boli,
boleć ma choćby do końca.
To, co pali,
trwa,
wybaczenia wypatrując słońca.
Nic nie będzie jednak tak, jak przedtem
nikt już nie jest tak jak wtedy.
Wszystko inne jest, gdzie indziej,
szkoda, że dopiero teraz we mnie sobą…
T.



jestem na wyłączność
mam coraz mniej marzeń
linie na czole
zwalniają mnie z niemówienia
dzień dobry nastolatki
jest zegarem mego mijania
wieczorami opukuję samotność
lekko zdyszana powszednieje
i mniej boli
K.


Czy ja Jestem?
Zamiast odpowiedzieć
chce się westchnąć
bo „mój boże” gdzieś poszedł
albo zasnął.
Obracam w palcach kolorowe szkiełka,
którymi mi głowę zawracał
i jest mi tak wszystko jedno,
że aż dobrze.
Najlepiej, być może.

T.

luty/marzec 2023



niedziela, 6 lipca 2025

"Drobnochwila"

Moja nadzieja

czyści skrzydła

w czerwieni gasnącego słońca

szykuje sobie strój

w domu dobry anioł

miejsce mości

dobrze mieć swój kąt

albo kątów kilka

Powiada tercybiades

A ja mimo wszystko mu wierzę


K.


Miejsce z widokiem

na czas i przestrzeń,

słowa zaplątane w twoją sukienkę
- tę na co dzień i od święta
i tę od „Matko boska”.

Miejsce bez szaf, szuflad

schowka pod łóżkiem,

odrobiną cienia rzucanego przez krzesła

Gdzie nic nie trzeba

można wszystko.

T.



sobota, 5 lipca 2025

Powroty

Szukam słów pomiędzy szpargałami, których nadmiar. 

Porozrzucane w nieładzie, strojne, jak najważniejsza rzecz pachną naftaliną zajmując czas i miejsce.

Niełatwo z nich wyłowić słowa

Bo słowa tylko sobą są,

choćby wyczucia było brak

- zawsze na miejscu,

- zawsze na czas.

Nigdy bez sensu
T.



***
tutaj jestem 
osłuchuję twoje wspomnienia
koję płacz dziecka
rzucam karty na stół
i podaję kolejny powód do płaczu
jestem salową w różowym kitlu
niewyspaną pielęgniarką
lekarzem od siedmiu boleści
tutaj jestem
rozgrzeszam cię oczami pacjentów
podających ci dłoń, gdy nie wiesz
czy już toniesz czy tylko tak ci się zdaje?
K.

Szepty - Parapluie

Zamknięty w pawlaczu daleki jestem zimie. Kurz kołysze me skrzydło nietoperza - stygnę. Nie tak dawno w pogoni za tęczą łzy chwytałem garś...

Z zaczytania