niedziela, 16 października 2011
Wiarołomna
Rozkaszlała się fontanna,
a potem trysnęła łzami żegnając wrześniowe słońce.
W środku dnia, w puste alejki wsączył się wstyd
zachodzącego słońca.
Trącone jesienią kasztany, zeskakując z gałęzi,
wykrzywiają usta w rdzawym uśmiechu:
- Nie przyszła do parku.
Nie przyszłaś…
Może to ja za późno znalazłem drogę,
a ty czekasz nie wiedzieć gdzie, aż się odnajdę
z bukietem najświętszych obietnic?
Zerwać się.
Biec.
Wołać…
- Nie przyszła do parku,
gaśnie w mroku ostatnie szyderstwo.
Noc zastępuje mi drogę.
- Zgubiłem się? Nie przyszła?
Pytając opowiadam jej naszą historię.
Nie słucha
zapatrzona w chłód października.
T.
październik 2011
środa, 5 października 2011
U siebie
Dobrze jest mieć swój kąt
albo kątów kilka
- po cztery w każdym pokoju.
Dobrze jest mieć powietrze na własność:
zasypiać w nim,
budzić się,
wypełniać zapachami z garnka.
Dobrze jest być sobie leniwie,
kiedy dzień dzielił na czworo sekundę,
każde słowo popędzał.
Rozkosznie jest mówić
- U mnie
za każdym razem od nowa
odkrywając słodycz pojedynczych liter.
T.
***
jestem u siebie
mam dwa kroki do nieba
i stado prywatnych chmur
podejdź bliżej
nim księżyc atleta
sen uniesie we wczoraj
jestem u ciebie
wiecznie senna kochanka
cierpiąca na bezimienność
K.
październik 2011
albo kątów kilka
- po cztery w każdym pokoju.
Dobrze jest mieć powietrze na własność:
zasypiać w nim,
budzić się,
wypełniać zapachami z garnka.
Dobrze jest być sobie leniwie,
kiedy dzień dzielił na czworo sekundę,
każde słowo popędzał.
Rozkosznie jest mówić
- U mnie
za każdym razem od nowa
odkrywając słodycz pojedynczych liter.
T.
***
jestem u siebie
mam dwa kroki do nieba
i stado prywatnych chmur
podejdź bliżej
nim księżyc atleta
sen uniesie we wczoraj
jestem u ciebie
wiecznie senna kochanka
cierpiąca na bezimienność
K.
październik 2011
środa, 21 września 2011
Czekanie
nie przychodzisz
drzwi milczą zaklęciem
rzuconym jesieni
na progu dzieci z mgły
obiecują wieczność
nie przychodzisz
rozwieram palce
i czas przez nie szepcze
wydmami od morza
głaskanymi czekaniem
K.
Stoję,
wiatr mnie uwięził
w garbie
przesypującego się wędrowca.
Słyszę,
uszy pełne szumu
- fale mielą niepamięć.
Widzę,
jeszcze pustkę w kolorze sepii
marszczy czoło
stąd donikąd.
W połowie Nigdzie jestem,
jestem w połowie
na progu jesieni
do Ciebie.
T.
wrzesień 2011
drzwi milczą zaklęciem
rzuconym jesieni
na progu dzieci z mgły
obiecują wieczność
nie przychodzisz
rozwieram palce
i czas przez nie szepcze
wydmami od morza
głaskanymi czekaniem
K.
Stoję,
wiatr mnie uwięził
w garbie
przesypującego się wędrowca.
Słyszę,
uszy pełne szumu
- fale mielą niepamięć.
Widzę,
jeszcze pustkę w kolorze sepii
marszczy czoło
stąd donikąd.
W połowie Nigdzie jestem,
jestem w połowie
na progu jesieni
do Ciebie.
T.
wrzesień 2011
piątek, 9 września 2011
Więcej
Myślisz, że mnie znasz
myślisz, że mnie masz.
Ośmiornicami palców
wczepiasz się w mój krok
myląc pojęcia i intencje.
Tymczasem
obrastasz we mnie
tak, jak się obrasta w tłuszcz
za parawanem z siedmiu krów.
Pamiętasz jeszcze jaka jesteś
przez bulimiczny krzycząc sen
- Więcej
- Więcej
- Więcej!
T.
obchodzę cię
tyle razy niemówieniem
z palców splatam miłowanie
zapominam ile razy nie jesteś
egzaltacją czyszczę dni
z twojej nieobecności
składam się naprzemiennie
siedem dni chudych
siedem dni tłustych
wyliczamy się bez pamięci
wierni sekundanci
wrześniowych poruszeń
K.
wrzesień 2011
myślisz, że mnie masz.
Ośmiornicami palców
wczepiasz się w mój krok
myląc pojęcia i intencje.
Tymczasem
obrastasz we mnie
tak, jak się obrasta w tłuszcz
za parawanem z siedmiu krów.
Pamiętasz jeszcze jaka jesteś
przez bulimiczny krzycząc sen
- Więcej
- Więcej
- Więcej!
T.
obchodzę cię
tyle razy niemówieniem
z palców splatam miłowanie
zapominam ile razy nie jesteś
egzaltacją czyszczę dni
z twojej nieobecności
składam się naprzemiennie
siedem dni chudych
siedem dni tłustych
wyliczamy się bez pamięci
wierni sekundanci
wrześniowych poruszeń
K.
wrzesień 2011
piątek, 2 września 2011
***
pytasz skąd we mnie poezja
a ja pokazuję
łóżko stół i jego spracowane ręce chwytające mgłę
pytasz mnie skąd we mnie proza
a ja przysiadam tuż nad snem
i pod zsuniętą kołdrę dobrą noc chowam
pełną zieloności jasnych łąk
K.
niewymuszonym słowem
wygładzasz potargany dzień
koronką wersów
zszywasz rozdarte w krzyku powieki
uśmiechasz mnie
drobną chwilą
T.
sierpień/wrzesień 2011
piątek, 26 sierpnia 2011
***
Zimno mi
kołdry na nogi zabrakło
w głowie myśli marzną na kość.
Nie śni mi się sen
- żaden
nawet ten o spadaniu.
Z sufitu patrzy lampa
garbię się w łóżku
jej cień skrada się ku oknu.
Czas ma czas
wyjął farbę
nakłada ją na włosy.
Nie chce mi się wierzyć w jutro
aż do poranka.
T.
zachłystuję się błękitem
coraz więcej nieba w mojej głowie
niecierpliwym gestem odganiam anielskie chóry
jeszcze nie czas na alleluja
prosto do żyły dostaję czas
liczony w kroplach
nie tak łatwo umierać na baczność
K.
sierpień 2011
kołdry na nogi zabrakło
w głowie myśli marzną na kość.
Nie śni mi się sen
- żaden
nawet ten o spadaniu.
Z sufitu patrzy lampa
garbię się w łóżku
jej cień skrada się ku oknu.
Czas ma czas
wyjął farbę
nakłada ją na włosy.
Nie chce mi się wierzyć w jutro
aż do poranka.
T.
zachłystuję się błękitem
coraz więcej nieba w mojej głowie
niecierpliwym gestem odganiam anielskie chóry
jeszcze nie czas na alleluja
prosto do żyły dostaję czas
liczony w kroplach
nie tak łatwo umierać na baczność
K.
sierpień 2011
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Zmoknięte ciastko
Deszcz zmywa przechodniów
w bramy stygnące echem.
Bruk przeciąga się łzawo.
Rynny dzwonią alarm.
Gargulce grzmią.
Parasol płacze na stolik.
- Zamoknie panu ciastko!
Do ust wędruje ostatni kęs
pachnącej cytrynowym latem tarty.
W uśmiechu się rozpuszczam:
- Chce Pani wyjść ze mną na deszcz?
T.
mokre stopy rwą wprost w chmury
goszczące w rynkowych kałużach
kot spod rynny spija wolny poniedziałek
tyle zdarza się między nami
lecz ciągle nie tak nie w porę
oddycham uśmiechem
a pan myśląc że nie widzę
w oczach okruch słońca chowa
tańczący na srebrnej nitce
babim latem zdyszany
K.
15.8.2011
w bramy stygnące echem.
Bruk przeciąga się łzawo.
Rynny dzwonią alarm.
Gargulce grzmią.
Parasol płacze na stolik.
- Zamoknie panu ciastko!
Do ust wędruje ostatni kęs
pachnącej cytrynowym latem tarty.
W uśmiechu się rozpuszczam:
- Chce Pani wyjść ze mną na deszcz?
T.
mokre stopy rwą wprost w chmury
goszczące w rynkowych kałużach
kot spod rynny spija wolny poniedziałek
tyle zdarza się między nami
lecz ciągle nie tak nie w porę
oddycham uśmiechem
a pan myśląc że nie widzę
w oczach okruch słońca chowa
tańczący na srebrnej nitce
babim latem zdyszany
K.
15.8.2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Szepty - Parapluie
Zamknięty w pawlaczu daleki jestem zimie. Kurz kołysze me skrzydło nietoperza - stygnę. Nie tak dawno w pogoni za tęczą łzy chwytałem garś...
Z zaczytania
-
Uratuj mnie powtarzasz każdego poranka każąc opowiadać sobie jutro. Przysiadam na brzegu łóżka pozwalając słowom walczyć czekam aż oswoją w ...
-
Coraz spokojniej cię mam, gdy się oddalasz. Już nie rozdrapuję ciemności - po drugiej stronie nieba białe żagle obiecują swobodę od siebie. ...
-
Znałem kiedyś człowieka, który dla kobiety postanowił powstać z martwych. Nie skończyło się na postanowieniu. Zamiar przekuł w sukces. Dziś ...