Rozkaszlała się fontanna,
a potem trysnęła łzami żegnając wrześniowe słońce.
W środku dnia, w puste alejki wsączył się wstyd
zachodzącego słońca.
Trącone jesienią kasztany, zeskakując z gałęzi,
wykrzywiają usta w rdzawym uśmiechu:
- Nie przyszła do parku.
Nie przyszłaś…
Może to ja za późno znalazłem drogę,
a ty czekasz nie wiedzieć gdzie, aż się odnajdę
z bukietem najświętszych obietnic?
Zerwać się.
Biec.
Wołać…
- Nie przyszła do parku,
gaśnie w mroku ostatnie szyderstwo.
Noc zastępuje mi drogę.
- Zgubiłem się? Nie przyszła?
Pytając opowiadam jej naszą historię.
Nie słucha
zapatrzona w chłód października.
T.
październik 2011
No i mamy październik... :)
OdpowiedzUsuńT.
Lubię Twoją czujność. Pozdrawiam Cię październikowo, życząc dużo ciepła:)
OdpowiedzUsuńW połowie reflektuję się
OdpowiedzUsuń- bez rewolucji refluksu,
że czas mija za dwóch
i nim sie obejrzę
zima dmuchnie że uch
:D
T.