Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z listopad, 2010

Moja Warszawa

Moja Warszawa jest bezpańska. Śpieszno jej od dnia do dnia chociaż nie gaśnie rozświetlona rytmem tysięcznych kroków. Gwarna w przechwałki. Strojna w sukces nim upodlona. Moja Warszawa czeka. Wiatr wzdycha po zaułkach nie nadążając za miłością. Przez moją Warszawę płynie rzeka szczerząc na przejściach kły klaksonów. Moja Warszawa JEST jak rzeka - nie płynąc z nurtem giniesz. T. Moja Warszawa pachnie jaśminem przeciąga się nad ranem w hotelowym łóżku moja Warszawa uważnym spojrzeniem zagląda w oczy Fryderyka nim w Łazienkach utonie moja Warszawa ma kilka imion most rozświetlony nad rzeką i kochanie na całe życie a ledwie na chwilę. K. grudzień 2010

Piszę do Pani

Piszę do Pani, bo świat się kończy I dzień następny jest jak dzień ostatni. Piszę do Pani, schwytany w ciszę niedomówień, Nie wiedząc, czy to pisanie jest dla Pani ważne. Piszę do Pani, chociaż mówią, że czas ucieka, A ja go trwonię, na ławce w poczekalni życia. Piszę do Pani upychając w pustce słowa, Chcąc bezbarwnie, zabiegane dni wypełnić Panią. Piszę do Pani, nie wiedząc, czy przyśniło mi się jutro, Czy tylko wczoraj echem odbija się od dzisiaj? T. tyle w nas miejsca proszę pana na dwoje diablo za wiele pustka rozdzielonych kątów krzyczy echem słowa wybrzmiewają w nas patrze na pana i coraz mniej zaklęć tonie w mych rymach i rytmach smutnieją jutra nie nam ofiarowane K. piszę do pana, bo świata mało w przestrzeni która nie istnieje lecz słowa chłonie nienagannym dreszczem piszę do pana choć pan nie czyta usta zaciska coraz mocniej a ja próbują za każdym razem ożywić spojrzeniem martwe miejsca piszę do pana bo nawet nie wiem jak panu tam pod pana niebem i skąd te krople na moim okni...

Studzieniczna

Rychliwość boska dodałaby ci skrzydeł, gdyby się spieszyła. I byłbyś. Tymczasem pozostaje sprawiedliwość. Nepomucenie, och Nepomucenie, prowadź mnie cierpliwie przez mosty mej niewiary. K. Znam to miejsce. Pani starsza pochylając się nad wiaderkiem pyta pani mniej starszej: - To się piję? - No nie wiem... Ta odpowiada z mieszaniną strachu i powątpiewania wymalowanymi na twarzy. Do studzienki podchodzi dwunastoletnia dziewczynka. Bierze do ręki emaliowany kubek. - A panie są wierzące? Stawia pytanie zaczerpując z wiaderka mętnawą wodę. Pije. Odstawia naczynie. - Bo jak nie to lepiej się posmarować - rzuca odchodząc. Skąd to dziecię było takie mądre? Stojącego nieopodal niewierzącego ojca dziewczynki rozsadza na przemian to duma, to śmiech. T. listopad 2010

Przepraszam

Przepraszam, zapominam pisać o miłości się nie opowiada ma się ją pod skórą jak zapowiedź śmierci Przepraszam, zapominam pisać o niepokoju nie pamiętam jak wiele go we mnie gdy nad ranem sny rozgarniając skrawki słów znajduję porozrzucane jak ślady ust na moim ciele. K. Czy widzisz we mnie coś więcej niż ciało i krew? Proszę, chciej spojrzeć. Pozwól niech się łańcuch samotności przerwie. Rozciągam ręce. Możesz mierzyć gdzie chcesz. Lecz proszę wejrzyj we mnie. Włóż pomiędzy żebra rękę. Nie bój się! Trzeszczą w proteście? Krzyczę? To nie ból to szczęście. Nie ustawaj drąż dalej, mocniej, głębiej. Omiń schowane za rurociągami serce. Odnajdź mnie proszę. Zrobię dla Ciebie to samo. Zrobię - jeżeli chcesz, więcej. Tylko mnie wyłów z żałobnej głębi. Spomiędzy słów. T. październik, listopad 2010