Niech Pani nie grzmi. Niech Pani miotłę w kąt odstawi, spokojnie u wezgłowia siądzie. Siebie trochę opowie, tej stąd i stamtąd. Rąbka tajemnicy odsłoni jakby rozchylała Pani koronki. A potem ja, dla Pani - tą miotłą kurze z kątów powystraszam. T. Już nie grzmię Mój Panie Już spokój wyjęłam z kieszeni I słów wypatrując bezradnie Myślę o wrażliwości Którą chowam pod płaszczem I o tym co zostawiam za drzwiami kiedy późną nocą przychodzę do Ciebie C. To dobrze. Drzwi tylko zostaw lekko uchylone, byś nie odcięła sobie drogi powrotnej. Tu nikt nie jest na stałe, ani nie bywa naprawdę. Dlatego diabli wieszak porwali i pierwszy to w historii bal w płaszczach. Szepczą prochowce, skrzypią skórzane kaftany, norki gwiżdżą na orkiestrę. Bądź uważna. W tłumie łatwo się zarazić. W gorączce wznieść toast za zdrowie, nie za spokój gospodarza. Gdybyś mnie spotkała miej trochę cierpliwości skrawek zaufania. Dostaniesz coś w zamian - odrobinę zbędnej miłości. T. Przez uchylone drzwi słyszę najstarszą koły...
Od T. do K. i odwrotnie