Gdy się zdarzyłeś miałam głowę w chmurach i nie wiedziałam, co zrobić z rękami Leniwe popołudnie rozchodziło się kręgami w zbożu Ktoś przeliczał kilowatogodziny Spacerując chwytałam pewność - nie umiem pisać do ciebie gdy wiem jak brzmi twój śmiech. K. Wyszłaś do mnie z cienia słów rzucanych w upalne południe. Zaskoczony wyciągniętymi ramionami śmiechem przekrzykiwałem fontannę. A potem było tak jak zawsze. Uzbrojona w znak zapytania wyławiałaś mnie dla siebie sama spowita marzeniem. Nie zauważyłem, kiedy czas strzelił z bicza. Bruk zadudnił w skroniach: - Nie zdążyłeś wyłowić jej dłoni! Teraz, kiedy wiem jak smakują Twoje kroki nie chcę słów one milkną w echu, gdy odchodzisz. T. lipiec 2010
Od T. do K. i odwrotnie