Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2011

Fistaszkowe urodziny

T. Wyszperałam, to nie może zginąć w sieci... Babsztyl! Babsztyl!!! – darł się Fistaszek walcząc jednocześnie z zaroślami. Leśne ostępy, nie podziałały kojąco i w krzyk ten włożył złość i frustrację nagromadzoną przez ostatnie dni. Na miejscu Babsztyla, wiałbym razem z zupą, która wcale nie musiałaby być za słona. Trzeba tu jednak zaznaczyć, że Fistaszek nie był zły bez powodu. Urodziny. Nigdy ich nie lubił, teraz miał już żelazny dowód, dlaczego. Trudno powiedzieć, co było motorem urodzinowych zdarzeń. Zołza przekroczyła próg z miną tajemniczą i nieodgadnioną. Podlała kwiat. Nie mówiąc ani słowa popatrzyła przez okno. Westchnęła ciężko, przeciągle. Odwróciła się w końcu i jednym tchem wyrzuciła z siebie: - Nic z tego nie będzie Tomaszu. Wiem, że mnie zrozumiesz i wiem, że nie będziesz pytał, ani robił mi wyrzutów. I nie chciałabym abyś to zaczął robić – drugim tchem – Jestem w ciąży. Nie z tobą, ty jesteś wiecznym chłopcem. Chciałam tego od dawna, a natura przyśpiesza…- trzeci wdech -...